lodówka jest do połowy pełna

Buenos Aires

W zeszłą sobotę pomyślałem sobie. A może by tak pojechać do Buenos Aires? Zacząłem się pakować. Wszystko szło po mojej myśli. Spakowałem siatkę do łapania motyli, przewiewne kalesony, kieliszki do szampana. Zmieniłem opony na bardzo letnie i sprawdziłem stan klimatyzacji w samochodzie. Klimatyzacji nie było, czyli nie była zepsuta. Był za to szyberdach. Okazał się szyberdachem nietypowym. Nie był zrobiony z szyby. Co zresztą nie jest wadą, bo po otwarciu jest jak najbardziej przezroczysty. Miałem właściwie prawie wszystko gotowe. Jednak pakując portfel, okazało się że wiele przegródek i kieszonek jest albo nie potrzebnych albo w żaden sposób nie da się ich zapełnić. Na pusto nie jadę. Wysmarowałem więc tylko pismo do producenta owego portfela ze należy się odszkodowanie albo co najmniej przeprosiny, wypakowałem kalesony i siatkę na motyle a że zaczęło już świtać, ruszyłem na kaczkową wyprawę na Chebzie. A właściwie Chebzie Pętla. Na Buenos się obraziłem, ale nie na zawsze. 

 bajoro sz.jpg

Na Chebziu pętli jest taki staw, widziałem go nieraz przejeżdżając. Wystają z niego badyle i pniaki a na nich siedzą ptaszyska.  Marzyłem żeby to wszystko zobaczyć. Byłem ciekaw jakie ptaszyska tam siedzą i poco.

bajoro sz2.jpg

bajoro sz3.jpg

 Wyruszyłem oczywiście nie sam. Osia miała dziurawe kolano więc mogłem prowadzić auto z szyberdachem i sprawną nieistniejącą klimatyzacją. Pełna rozkosz. Szyberdachu nie otwierałem. Nie jestem aż tak naiwny.

 Po długiej dwudziestominutowej podróży, w czasie której podziwialiśmy bajeczne krajobrazy i korzystaliśmy z dobrodziejstw toalety w punkcie dystrybucji paliw. Dotarliśmy na miejsce. Chebzie powitało nas jak Buenos. Tak mi się wydaje. Śpiewem ptaków i piękną pogodą. W jednym momencie przestałem się na Buenos gniewać. Nawet zrobiło mi się go żal. Biedne. Było tak daleko.

bajoro sz5.jpg

 Ruszyliśmy pieszo przez chaszcze. Wędrowaliśmy tak na trzech nogach ok pół godziny, zanim dotarliśmy do garaży rozpościerających się po drugiej stronie stawu. Ptaki umilkły. My obróciliśmy się na trzech piętach i przez stary park, doszliśmy do brzegu. Tam czekał na nas wędkarz. Może nie na nas, ale czekał na pewno. 

 Wędkarz był miły i opowiadał o. Potem poszedł. Przestał czekać. Ale zostawił miejsce. 

bajoro sz7.jpg

bajoro sz1.jpg

 Nic nie robiąc, spędziliśmy w tym miejscu parę godzin. Buenos przestało być biedne. 

bajoro sz11.jpg

bajoro sz9.jpg

 W drodze powrotnej nie korzystaliśmy z toalet, za to przydał się zamknięty szyberdach. Burza była tuż, tuż.

 

 Podróżować jest bosko.